Parafia Opieki Matki Bożej Bolesnej w Nowym Mieście nad Pilicą

Wielu jest powołanych, ale niewielu wybranych

HOMEOPATIA


James Randi wyjaśnia zasady homeopatii (napisy PL) 1/2
James Randi wyjaśnia zasady na jakich opiera się homeopatia. Jest to fragmentem z wykładu w Princeton w 2001 roku.James Randi jest iluzjonistą, sceptykiem oraz przeciwnikiem pseudonauki. Znany jest głównie z nagrody w wysokości 1 mln dolarów, które jego fundacja (James Randi Educational Foundation) ma przyznać każdemu, kto zdoła pokazać dowód jakiegokolwiek paranormalnego zjawiska. Mimo ponad tysiąca zgłoszeń i prób, nagrody jak dotąd nikt nie zdobył.

James Randi wyjaśnia zasady homeopatii (napisy PL) 2/2


Ojciec James Manjackal urodził się w 1946 roku w Południowych Indiach. Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1973 w Kongregacji Misjonarzy Św. Franciszka Salezego (M.S.F.S.).W czasie pracy jako wykładowca w seminarium w Ettumanoor, Kerala, spotkał Jezusa dzięki modlitwie młodego człowieka, który wzbudził w nim siłę Ducha Świętego. Został uleczony fizycznie i duchowo i od tego momentu zaczął głosić charyzmatyczne rekolekcje na całym świecie. Ojciec James jest założycielem "Charis Marien Maids" - apostolskiej społeczności poświęconej Jezusowi w diecezji Vijayapuram, Kottayam, w Kerala. Przez 32 lata głoszenia Ewangelii musiał stawić czoła wielu przeciwnościom takim jak porwania przez innowierców, uwięzienie w krajach arabskich. Zawsze jednak pozostawał wiernym sługą Pana i Kościoła. Kilkanaście razy udzielał się w lokalnej i narodowej grupie Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej. W jego dorobku zapisanych jest wiele podróży do 87 krajów na wszystkich kontynentach, w trakcie których głosił rekolekcje, prowadził kongresy i odprawiał Msze Św. z modlitwą o uzdrowienie, prowadził też szkoły ewangeliczne i przeprowadzał misje pośród Muzułmanów. Wszystkie jego prace związane z ewangelizacją są wspierane przez ludzi z całego świata.

Homeopatia

"Wiemy już więc ponad wszelką wątpliwość, że tzw. roztworów homeopatycznych nie tylko nie można uzyskać, lecz nawet teoretycznie nie można rozpatrywać, czy jakikolwiek składnik jest w nich zawarty bądź nie. Bezsensowność rozważań, badań i eksperymentów klinicznych staje się zatem oczywista. 

W świetle powyższych stwierdzeń podejmowanie prób „leczenia” przy pomocy „leków” homeopatycznych nie tylko nie jest zgodne „z najlepszą wiedzą lekarza”, lecz nosi znamiona przestępstwa." 

Andrzej Gregosiewicz, Gazeta Lekarska nr 2 (157) luty 2004

Kluczowym argumentem przeciwko homeopatii jest zdanie farmaceutów, którzy mówią, że specyfiki homeopatyczne nie są żadnym lekiem. Twierdzą tak ludzie podejmujący rzetelne badania naukowe i pracujący nad recepturą i specjalizacją leków. Jedna z takich osób, stale towarzysząca naszym modlitwom wstawienniczym, mówi: „Tam nie ma nic, co mogłoby leczyć. W takim razie – za co trzeba płacić? Za wodę, którą ktoś nalał w fiolkę?”

Twórcy specyfików homeopatycznych odwołują się do filozofii New Age, bazującej na starych wierzeniach pogańskich, np. w tak zwaną „pamięć wody”, która przepływając, koduje w sobie rożne rzeczy. Choć dzisiaj jest to formułowane w sposób brzmiący naukowo, jest to ten sam absurd, który, ku mojemu zdumieniu ludzie XXI wieku traktują poważnie! To w epoce kamienia łupanego wierzono w boskie siły słońca, wiatru czy księżyca, oddziałujące na wody. Jeśli więc człowiek współczesny wierzy, że woda zawarta w fiolce ma takie właściwości – jest to analogia do wierzeń pogańskich.

Ale pojawia się jeszcze kolejny aspekt – działania ulepszające te „leki”, czyli tzw. energetyzowanie. To potrząsanie i mieszanie przygotowanego wcześniej specyfiku, aby był „otwarty na energie z kosmosu”. Nikt z fizyków takich energii nie zarejestrował, więc jak można twierdzić, że są? Uważa się również, że skuteczność tzw. mieszania, które ma uzdatnić specyfik od strony energetycznej, zależy od tego, czy jest ono fabryczne (lek mniej skuteczny), czy dokonywane przez odpowiedniego człowieka (lek o wiele skuteczniejszy). I tu zaczynamy grzęznąć w czymś podejrzanym... Zwłaszcza że do produkcji niektórych z tych „leków” używane są receptury stworzone przez okultystów, specjalnie do tego zaangażowanych. Co ciekawe, potem te specyfiki okazują się najbardziej skuteczne...


Homeopatyczny hokus-pokus

Obecni na pewnym spotkaniu egzorcystów entuzjaści homeopatii próbowali nas przekonać, że to po prostu nowa wiedza i rewelacyjne odkrycie – może na miarę przewrotu kopernikańskiego? Używano argumentu, że jeśli pigułkę jakiegoś specyfiku wrzuca się do kontenera wody – to nie tyle specyfik odgrywa tutaj kluczową rolę, ile zmiana molekularna wody, jaką on wywołuje. Wróciłem z tym argumentem do znajomej farmaceutki. Zareagowała oburzeniem: „Przecież jak się z tego zbiornika przeleje zawartość do fiolek, to już się zmienia struktura molekularna wody! Zapakuje się je w samochód i powiezie do hurtowni – struktura molekularna wody znów się zmienia! Z hurtowni przewiozą do apteki – znowu jest inna! To kto tu z kogo idiotę robi?”. Tak więc wygląda naukowość tych teorii...



Wielu egzorcystów spotyka się z ludźmi, którzy intensywnie korzystali z homeopatii i z tego powodu zaczęli doświadczać poważniejszych uzależnień na poziomie duchowym, czyli zniewolenia demonicznego. Obserwują oni u tych osób pewien charakterystyczny proces: rosnącego uzależnienia się (nie tylko w kwestiach leczenia, ale i przy podejmowaniu innych decyzji) od homeopaty prowadzącego ich „terapię”. A sama terapia staje się leczeniem holistycznym, w którym bierze się pod uwagę całe otoczenie chorego – jego dom, mieszkańców i relacje pomiędzy nimi. Terapia zaczyna więc ogarniać całą przestrzeń życia człowieka, także obszary podlegające decyzjom podejmowanym według innych wartości. A kuracja zaczynała się od dyrektywy: „Proszę odstawić wszystkie inne leki, a korzystać tylko z tego, co ja proponuję”. Po pewnym czasie dzień pacjenta zaczynał się od telefonu do „pani doktor”, żeby zapytać, co on dzisiaj może zrobić, a czego nie. On sam stawał się coraz bardziej uzależniony i coraz mniej decyzji podejmował samodzielnie.

Jedna z osób zwracających się do mnie jako do egzorcysty, zatrzymała się w tym procesie, bo uruchomiło się w niej myślenie krytyczne. Zauważyła, że w jej przypadku te leki powodowały wprost rewelacyjne skutki! Wystarczyła jedna pigułka, a ona natychmiast wracała do zdrowia, jak dotknięta czarodziejską różdżką. Pomyślała: „Coś tu jest nie tak. Gdyby to był normalny lek, musiałoby upłynąć trochę czasu, zanim zacznie działać. Co więc tu działa?”.


Autor ukryty w historii


U osób uzależnionych od homeopatii obserwuję pewną prawidłowość: mało kto zatrzymuje się tylko na niej, a wszystkie inne dziedziny okultyzmu są mu obce. Tu działa zasada, że jeden haczyk pociąga drugi – zbieżność pomiędzy homeopatią a energoterapią jest ogromna, a z tego do wróżbiarstwa i różdżkarstwa jest bardzo blisko. Na poziomie wiary można więc wyciągnąć wniosek, że są one dobrą bazą dla New Age.

Spróbujmy więc dokonać pewnego podsumowania. Farmaceuci i fizycy zgodnie twierdzą, że w tych lekach nie ma nic, co mogłoby działać. Widzimy, że specyfiki te mają związek z ideologiczną podbudową New Age. Dodajmy do tego fakt, że niektóre specyfiki są formułowane przez okultystów, a pacjenci twierdzą, że działają one wręcz rewelacyjne. Pora zadać sobie pytanie: kto tu działa? Skoro nie jest to działanie naturalne, ale ponadnaturalne, należy je jednoznacznie określić jako działanie demoniczne. Gdy spotykam się z ludźmi potrzebującymi uwolnienia, a w ich życiorysie homeopatia zajmuje większe lub mniejsze miejsce – to jako egzorcysta mam wewnętrzną pewność, że to właśnie te doświadczenia doprowadziły ich do uzależnienia. A wtedy potrzebna jest szczególna interwencja Kościoła, aby takie osoby mogły na nowo funkcjonować, w sposób wolny i godny człowieka.


Ofiary homeopatii

Największymi ofiarami homeopatii są dzieci. U nich skutki są najpoważniejsze, ponieważ dzieci są bardziej wrażliwe niż dorośli – zarówno pod względem emocjonalnym, jak i w swojej konstrukcji fizycznej. Cokolwiek się wydarza, zapisuje się w dziecku bardzo mocno w jego świadomości, psychice, także w organizmie. I cała argumentacja, że antybiotyki są z pewnych względów niedobre, a homeopatia działa, zawodzi. Tu skutki uboczne są o wiele poważniejsze niż minusy jakiejkolwiek antybiotykoterapii, tyle że są często odroczone. Szatan nie ujawnia się, pragnąc doprowadzić do głębszego uzależnienia. Istnieje duża nieświadomość rodziców, czym są leki homeopatyczne. Jednak gdy rodzice prowadzą autentyczne życie wiary i życie sakramentalne, skuteczność oddziaływania duchowego i zniewolenia jest osłabiona. Nie ma takiej możliwości, że „lek” działa, a nie płaci się skutków duchowych. Szatan nie jest filantropem, który obdarowuje ze szczerego serca! Skutki po prostu będą widoczne później. Spotykałem się z osobami, które popadały w uzależnienie od złego ducha, nawet w najwyższym stopniu (opętanie), a przez długi czas to uzależnienie zupełnie się nie ujawniało. Dopiero gdy taka osoba chciała podjąć jakąś bardziej radykalną formę życia chrześcijańskiego, pojawiał się sprzeciw nieprzyjaciela: „Stop! Co to, to nie! Ty należysz do mnie!” I zaczynało się...


Zatarte ślady

Mówiąc o lekach homeopatycznych należy uważać, żeby nie mylić pojęć. Są przecież naturalne leki, które ludzie znali od pokoleń – tzw. leki z Bożej apteki, czyli zioła. Homeopatia, pragnąc zatrzeć swoje ślady, próbuje się czasem odwoływać do tego rodzaju leków naturalnych, które „trochę ulepszymy”. A to oznacza: „podstawimy pod błogosławieństwo diabła, a wtedy będą zdecydowanie lepsze”. Nawet kupując zioła, należy patrzeć, kto nam je proponuje – czy nie są przez kogoś „uzdatniane”, żeby były skuteczniejsze. Zdarza się, że ktoś reklamuje się jako zielarz, a jest okultystą. Najbezpieczniej jest więc, gdy zielarz przepisuje zioła, a my kupujemy je w aptece lub z wiarygodnych źródeł, jak np. ojcowie bonifratrzy.

Zwracano nam również uwagę (homeopaci czy egzorcyści?) na jeszcze jeden ważny aspekt terapii specyfikami homeopatycznymi – ogromne znaczenie ma fakt, czy ktoś w nie wierzy, czy nie. Jeśli nie wierzy, nie działają. Są skuteczne, gdy ktoś jest otwarty lub ma do nich pozytywny stosunek. Tu zrobiłbym pewną analogię do postawy chrześcijanina, który wierzy, że modlitwa zanoszona do Boga jest przez Niego przyjęta. Wiemy przecież, że w modlitwie ważna jest wiara. Diabeł też chce, żeby ludzie mu coraz bardziej ufali. Ponieważ nie może do końca odsłonić swojego oblicza, żeby nie stracić części potencjalnych wyznawców – oczekuje, by człowiek z coraz większym zaufaniem przyjmował podsuwane mu przez niego propozycje. Na tej zasadzie dokonuje się uzależnienie nie tylko od leków, ale też od tego, kto prowadzi terapię.


Powrót do Boga

Jeśli ktoś używał leków homeopatycznych nieświadomie, a nie widzi żadnych skutków duchowych – wystarczy, że zwróci się do Pana Boga w modlitwie: „Przepraszam, nie wiedziałem. Chcę iść Twoją drogą, a nie szukać zbawienia gdzieś indziej”. I na tym można sprawę zamknąć. Gdy nie widać konsekwencji duchowych – nie ma co panikować. Byłbym jednak bardziej czujny w przypadku dzieci, chyba że była to jednorazowa sytuacja, a skutków ubocznych nie ma. Co może być tym skutkiem? Dziwne opory, jeśli chodzi o sferę sacrum, np. chodzenie do kościoła (było dobrze, a nagle coś się zmienia). Inny skutek to jakaś znacząca zmiana emocjonalna (np. dziecko staje się bardziej drażliwe, nieznośne albo zaczyna gorzej spać w nocy, płacze przez sen, budzi się). Wtedy bym tego nie bagatelizował. Także w sytuacjach, gdy tych leków homeopatycznych było sporo – nawet gdy konsekwencji nie widać – radziłbym modlitwę o uwolnienie. Można poprosić księdza o odmówienie małego egzorcyzmu (ja dziękuję Bogu za łacinę, bo innej formy modlitwy np. dziecko mogłoby się wystraszyć). Tu nie jest konieczny egzorcysta, ale ksiądz, który pomodli się o uwolnienie i ochronę dla dziecka oraz udzieli mu błogosławieństwa. Dopiero tam, gdzie skutki homeopatii są poważne, trzeba zwrócić się do egzorcysty. Jeśli nie mamy pewności – możemy prosić Ducha Świętego, żeby nam pokazał Bożą perspektywę poznania i rozeznawania. Gdy ktoś jest otwarty na Pana Boga, szybko to rozpozna, bo On da mu światło.

A co z osobami aktywnie zajmującymi się homeopatią? Tu argumenty nie podziałają, bo ci ludzie nie są już wolni. Kolejność postępowania z nimi jest więc taka: post, modlitwa i dopiero wtedy argumentacja. Czasem trzeba też poczekać, aż ten ktoś sam doświadczy, że błądzi lub że zderzy się z tą rzeczywistością demoniczną w taki sposób, że sobie „nabije guza”. Często dopiero takie doświadczenia rozpoczynają proces powrotu do Boga...

- - - -

W 1998 roku rozpoczęto w Szwajcarii zakrojone na ogromną skalę badania, które miały ocenić skuteczność medycyny komplementarnej, m.in. antropozofii, homeopatii i medycyny chińskiej. Trwające ponad sześć lat badanie kosztowało blisko 4,5 mln euro, a po przeanalizowaniu jego wyników w 2005 roku rząd Szwajcarii zdecydował o zaprzestaniu finansowania wszystkich form terapii alternatywnych z systemu powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego jako nieprzydatnych w lecznictwie.


--------------------------------------------------------------------------

ŚWIADECTWO I
BÓG NIE POTRZĄSA!


Moja przygoda z homeopatią zaczęła się, gdy miałam małe dzieci i martwiłam się o ich zdrowie. Dzieci nie były jakoś szczególnie chorowite, za to ja byłam szczególnie wrażliwa na ich punkcie. Gdy znajoma powiedziała mi, że korzysta z usług lekarki-homeopatki i jej pociechy nigdy nie chorują – postanowiłam też tam pójść.

Od pierwszego spotkania pani doktor zaimponowała mi swoją „wiedzą tajemną” – wyjęła wahadełko, poprosiła, żeby dziecko wyciągnęło dłoń. Potem przeniosła wahadełko nad dwie książki, żeby „powiedziało jej” na co moje dziecko choruje. Wcześniej miałam złe doświadczenie z pediatrą, który szpikował moje dzieci antybiotykami, a tu lekarka, nie znająca wcześniej dziecka, zadaje mi konkretne pytania. Mówiła o takich rzeczach, o których nie mogła wiedzieć. W dodatku spisując listę dolegliwości, od razu wypisywała, co trzeba zrobić. Gdy dziecko źle sypiało – tłumaczyła, że jest zła sytuacja geopatyczna w mieszkaniu, więc śpi na żyle wodnej. I podała kontakt do radiestety, który ustawia w domu ekrany. Tak bardzo brakowało mi tego u dotychczasowych lekarzy. Byłam zachwycona!


Uzależnienie

Homeopatia stała się moją fascynacją. Historia z panią doktor trwała 4 lata, a im głębiej wchodziłam w relację z osobą, która wiedziała wszystko, tym mniej był mi potrzebny Bóg. Oddaliłam się od Niego.

Na początku specyfiki homeopatyczne kupowałam w aptece, ale potem sama zaczęłam wertować odpowiednie książki – pani doktor była czasem trudno osiągalna. Potem się dowiedziałem, że ponieważ „pracowała swoją energią”, ustalała krótkie godziny przyjęć. Miałam więc drugiego lekarza pediatrę – świetnego diagnostę, starszego pana, który był przeciwny homeopatii. On mi diagnozował dzieci, a ja już wiedziałam, czym mam je leczyć. W końcu tak bardzo bałam się podawać dzieciom normalne leki, że nie widziałam już życia bez homeopatii. A że czas oczekiwania na wizytę u lekarki był długi, zamawiałam więc sobie wizyty z góry – co dwa tygodnie.

Teraz widzę, jak bardzo narażałam swoje dzieci. Gdy jedno z nich miało silne zapalenie spojówek, a z oczu ciekła mu ropa z krwią i było ewidentne wskazanie do podania antybiotyku – ja je ciągnęłam do bioenergoterapeuty, który zalecał przykładanie gorącego oleju rycynowego na brzuch (!). Cały czas tkwiłam w jakimś „magicznym świecie”. Zawsze byłam zakompleksiona, więc świadomość, że jestem w stanie nad tym wszystkim panować, leczyła moje kompleksy. Tylko mąż nie akceptował moich metod leczenia („fiksacji” – jak je nazywał). Miał też żal do pani doktor, że recepty stempluje pieczątką z tytułem naukowym, a przecież nie mają nic wspólnego z medycyną. Ale ja byłam zaślepiona, więc wydawało mi się, że moje dzieci wracają do zdrowia po tych wszystkich „ziółkach”. Nie widziałam tylko, ile pieniędzy na nie wydawałam, przeważnie bez skutku.

Wkrótce pani doktor stała się dla mnie bogiem. Przyszedł czas, że wariowałam, gdy rano nie zjadłam jakieś zapisanej mi „kuleczki”. Im dłużej korzystałam z tej terapii, tym więcej leków brałam i tym bardziej potrzebowałam pani doktor. Ale zdarzało się, że gdy dzwoniłam do niej z jakimś ważnym problemem – odczuwałam z jej strony „ścianę” i chłód. Raz nawet powiedziała, że muszę sobie poradzić sama. Mąż zareagował: „Zobacz, tak naprawdę nie mamy lekarza. Wydajemy mnóstwo pieniędzy, a to wszystko nie działa. To nie ma sensu!”. Do mnie te argumenty jednak nie przemawiały. Byłam przekonana, że pani doktor wszystko jest w stanie wyleczyć. Nawet dziwiłam się, dlaczego jej matka leży w szpitalu...


Opamiętanie

Kiedyś na wyjeździe poszłam z kaszlącym dzieckiem do lekarza, żeby mi powiedział, jaki to kaszelek: wirusowy czy bakteryjny. „Bo resztę ja rozpracowuję sama” i powiedziałam z dumą, że leczę dzieci homeopatycznie. I nawet dwa razy udało mi się wyciągnąć dzieci z anginy bez antybiotyków! A on na to, że prawdopodobieństwo wyleczenia z anginy jest takie samo bez stosowania leków homeopatycznych, poza tym uważa, że są one złe. Sam ma pięcioro dzieci i nigdy im tego nie podał. Pamiętam, że poczułam do niego pogardę, zwłaszcza gdy zobaczyłam u niego na palcu różaniec.

Aż któregoś dnia dowiedziałam się, że homeopatia nie ma nic wspólnego z medycyną. Z natury jestem dociekliwa, więc zaczęłam drążyć temat. Koleżanka mi wyjaśniła: „Słuchaj, to nie są ziółka, tak jak myślisz. Po prostu pewne substancje, rośliny, fragmenty ciał zwierząt są rozpuszczane w wodzie – do tego stopnia, że tam fizycznie nie ma nic. Żeby to podziałało, należy tą wodą potrząsnąć, żeby zostało naenergetyzowane”. Wtedy też dowiedziałam się, że twórcą homeopatii był okultysta Hanneman. Ta informacja obudziła moją czujność, zwłaszcza gdy dowiedziałam się, że niektóre potencje tych specyfików – powyżej 30 CH (CH określa stopień rozcieńczenia i dynamizacji leku) – uważane są za „lucyferyczne”. Przeraziło mnie to, bo ja wyższe potencje już brałam i karmiłam nimi swoje dzieci.


Wiara

W tym okresie wzmożonego niepokoju zbliżał się czas Pierwszej Komunii mojego dziecka. Na spotkaniach z rodzicami dzieci pierwszokomunijnych ks. Andrzej powiedział, czym jest wiara. Wyjaśnił, że polega ona na tym, że od Boga przyjmuję wszystko: śmierć bliskiej osoby, chorobę dzieci... Zaskoczyło mnie – ojej, to takie proste? Oddać wszystko Panu Bogu? Nagle zobaczyłam inną perspektywę! Zrozumiałam, że wydaję na te specyfiki mnóstwo pieniędzy, a one nie działają. Nie mam lekarza, któremu mogłabym zaufać. Za to mam coraz głębszy niepokój i jestem uzależniona... Przypomniałam sobie też wcześniejsze wydarzenie – moje trzecie dziecko, tuż po urodzeniu było na wizycie profilaktycznej u pani doktor. Powiedziała wtedy: „Mikołaj ma taki silny organizm, że nie będzie chorował”. Poczułam się szczęśliwa! A tu następnego dnia synek dostał gorączki i okazało się, że ma zapalenie ucha. Z trzymiesięcznym niemowlęciem wylądowałam na ostrym dyżurze w szpitalu... Gdy więc usłyszałam, czym jest wiara – doszłam do wniosku, że wolę wierzyć w Pana Boga niż w panią doktor.

Po tym spotkaniu podeszłam do księdza i poprosiłam o rozmowę. Opowiedziałam swoją historię i poruszyłam sprawę homeopatii. Podczas kolejnej rozmowy wróciłam do wcześniejszych doświadczeń – gdy notorycznie chodziłam do wróżek, bioenergoterapeutów, zajmowałam się astrologią gazetową, kursami biodynamicznymi. Homeopatia była tylko konsekwencją wcześniejszych doświadczeń. Przeszłam modlitwę o uwolnienie od złego ducha, moje dzieci też.


Ratunek dla dzieci

Moje starsze dzieci, przez lata leczone specyfikami homeopatycznymi, wyszły z tego obronną ręką. Natomiast duży niepokój miałam co do zachowania najmłodszego synka, którego najbardziej naraziłam. Pomimo modlitwy, przez kolejne trzy lata obserwowałam jego niepokojące zachowania. Około 4 roku życia zaczął utożsamiać się z negatywnymi postaciami z bajek, fascynowało go zło, często mówił o diable. Gdy po kolędzie przyszedł zaprzyjaźniony ksiądz, Mikołaj odskoczył przed wodą święconą i zaczął płakać. Nie mógł też zapamiętać „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”, choć poza tym miał dobrą pamięć. Ale że dzieci różnie się rozwijają – uważałam, że są to zachowania rozwojowe.

Gdy rok później kolejny ksiądz przyszedł po kolędzie, zachowanie synka zwróciło jego uwagę. W święto Św. Józefa została więc poprowadzona modlitwa nad Mikołajem. W miesiąc po niej zobaczyłam wielką zmianę – syn sam poprosił o różaniec i zaczął się chętnie modlić. Przestał utożsamiać się ze złem, wręcz cały czas mówił o Jezusie. Nawet prawie pobił się z 5,5-letnim sąsiadem, który zaczął się wyśmiewać z Jezusa! Powiedział mu, że nie pozwala mu na to, bo „On jest naszym Panem”. Kilka dni temu przybił mały obrazek Matki Bożej Częstochowskiej na klatce schodowej i powiedział: „Mamuniu, jak tutaj będę szedł, to będę przyklękał. Nawet jak będę zły”. Kiedyś to było nie do pomyślenia – obrazki święte wzbudzały w nim złość i agresję, darł je. Zmieniło się też jego zachowanie w kościele, zaczął słuchać Mszy Świętej i modlić się.


Największa zmiana

Gdy widzi się życie w perspektywie Opatrzności Bożej i planu Bożego – wszystko się zmienia. Nadal jestem osobą emocjonalną, bo taką mam osobowość, wiem jednak, że mogę wszystko Jezusowi zawierzyć i czuję spokój. Ufam Mu, więc odeszło napięcie i dręczący niepokój: „Dokąd mnie to wszystko zaprowadzi?” Widzę, że Bóg sam mnie teraz leczy, nie przez „potrząsanie”, nacieranie, bo On działa delikatnie. Wreszcie – jak to nazwał mój mąż – mam najlepszego lekarza prowadzącego...
------------------------------------------------------------------------
Homeopatia - Świadectwo lekarki

W reklamie homeopatii podkreślany jest brak skutków ubocznych homeopatycznych specyfików. Jednak nie jest to cała prawda - one występują, tyle że są innej natury. U osób, które przez dłuższy czas zażywały środki homeopatyczne, pojawiają się trudności w sferze duchowej.
Kilka lat temu na kazaniu w Medjugorie usłyszałam następujące słowa: "Często ludzie zniewoleni przez demona szukają pomocy u psychiatrów, ci zaś, nie mając właściwego rozeznania, zapisują im nieskuteczne w tym wypadku leki, także homeopatyczne". W swojej pracy zawodowej jako farmaceuta przeszłam wszystkie etapy: od badań naukowych nad otrzymywaniem nowych leków, poprzez pracę w kilku aptekach, aż do urzędu sprawującego kontrolę nad procesem wytwarzania oraz hurtowym i detalicznym obrotem leków, zrozumiałe więc, że słowa te musiały mnie zaniepokoić. Zaczekałam po Mszy na kapłana i zapytałam go wprost, co miał na myśli, mówiąc o niebezpieczeństwie leków homeopatycznych. Ksiądz ów nie umiał mi udzielić jednoznacznej odpowiedzi, tłumaczył jedynie, że słyszał gdzieś, iż niektóre firmy farmaceutyczne w procesie produkcyjnym posługują się magią.

W Piśmie św. czytamy: "Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8, 31-32). Myślę, że Maryja usłyszała moje pragnienie poznania prawdy i w krótkim czasie zaprosiła mnie na zamknięte rekolekcje, gdzie w ciągu kilku dni rozważaliśmy pierwsze przykazanie Dekalogu: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną". Jak najlepsza matka w przedziwny sposób prowadziła mnie przez te wszystkie dni do poznania prawdy, której tak usilnie szukałam.

Widziałam, że Maryja zebrała ludzi z różnymi problemami, jednak najwięcej emocji wśród rekolektantów wzbudził temat dotyczący zdrowia. Pytania, które zadawali inni, zmuszały mnie do szukania odpowiedzi, która w oparciu o posiadaną przeze mnie wiedzę stopniowo stawała się oczywista. Wdzięczna Bogu za otrzymane światło, pragnęłam podzielić się tym odkryciem z bliskimi mi osobami, ale najczęściej doświadczałam odrzucenia. Straciłam najlepszą przyjaciółkę, lecz w zamian zyskałam przyjaźń o wiele większą.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, jak ważną rzeczą jest dla każdego człowieka zdrowie. Wystarczy posłuchać, jak przy różnych okazjach składamy sobie życzenia; dla większości ludzi jest to wartość nadrzędna. Dlatego też wielu pobożnych katolików, których demon nie może już nabrać na pospolite grzechy, wpada w misternie zastawione przez Złego pułapki na tym właśnie polu.

Czym więc jest homeopatia? W prawie każdym kolorowym czasopiśmie pojawiają się ostatnio artykuły promujące naturalne metody leczenia. Autorzy tych tekstów reklamują homeopatię jako metodę całkowicie bezpieczną, polegającą na stosowaniu minimalnych dawek środków, które w większych dozach wywołują objawy podobne do danej choroby - zgodnie z zasadą similia similibus (curantur) - podobne (leczy się) podobnym. Powołują się przy tym na podobieństwo w działaniu środków homeopatycznych do szczepionek. A wszystko po to, aby jak najwięcej ludzi przekonać o rzekomo cudownym działaniu tych specyfików.

Kiedy studiowałam farmację, o homeopatii jedynie nam wspominano, ponieważ ówczesne prawo farmaceutyczne nie dopuszczało środków homeopatycznych do obrotu w Polsce. Kilka lat temu jednak wprowadzono obowiązkowe kursy homeopatii do programu szkolenia podyplomowego dla specjalistów w zakresie farmacji aptecznej. Obecnie firmy farmaceutyczne organizują dla lekarzy bardzo kosztowne szkolenia uzupełniające z zakresu homeopatii, lansowanej jako nowoczesny sposób leczenia, który "zawdzięczamy" niemieckiemu lekarzowi Samuelowi Hahnemannowi (1753 - 1843). Był to człowiek kpiący z chrześcijaństwa i samego Zbawiciela. Należał do sekty wolnomularskiej, potępionej przez Kościół jako narzędzie i siedlisko diabła. W roku 1777 Hahnemann został przyjęty do loży masońskiej w Transylwanii. Dodatkowo parał się spirytyzmem; jak sam oświadczył - homeopatia powstała dzięki informacjom przekazanym mu podczas seansów spirytystycznych. Jest to niewątpliwie podstawowa przesłanka do odrzucenia tego sposobu leczenia. Specyfika hahnemannowskiej "medycyny" polega bowiem m.in. na swoistej spirytualizacji organizmu ludzkiego i atakujących go chorób. Z najważniejszej pracy Hahnemanna, pt. Organem der Heilkunst, dowiadujemy się o tym, że choroby to "czysto duchowy, dynamiczny rozstrój życia". Trzeba więc, aby i lekarstwa działały w obszarze ducha, co prowadzi Hahnemanna do nauki o "uduchowieniu materii".

Cytuję za o. Aleksandrem Posackim: "Istnieją grupy, w których poszukiwania odpowiedniego leku homeopatycznego prowadzone są podczas seansów spirytystycznych, za pośrednictwem mediów proszących duchy o informacje". W porównaniu z faktycznymi postępami nauk farmaceutycznych homeopatia jawi się więc jako powrót do magicznych praktyk, tyle że ubranych w naukową postać. Wytwarzanie środków homeopatycznych polega bowiem na przygotowaniu roztworu - stanowiącego praktycznie czysty rozpuszczalnik - który przez sposób rozcieńczania według pewnego rytuału ma decydować o sile jego działania. Przykładowo: aby uzyskać roztwór substancji o rozcieńczeniu dziesiętnym D-6, nie można połączyć jednej kropli pierwotnego roztworu z 999 999 kroplami rozpuszczalnika - należy kolejno wytrząsać 1 część nalewki z 9 częściami rozpuszczalnika w celu osiągnięcia właściwej potencji, po czym z tak uzyskanego roztworu pobiera się 1 część, rozpuszczając ją w 9 częściach czystego rozpuszczalnika. Całą operację, przy ściśle zachowanym reżymie wytrząsania i uderzania, powtarza się sześciokrotnie. W preparacie o potencji D-10 natomiast zawartość substancji aktywnej w rozpuszczalniku jest rzędu 1:10 000 000 000, czyli - gdybyśmy chcieli ująć to obrazowo - zawartość jednej łyżeczki substancji leczniczej rozpuszczono w baku o wysokości 100 metrów. W praktyce stosuje się jeszcze większe rozcieńczenia, po których w roztworze nie ma już ani jednej cząsteczki rozpuszczanej substancji. Jak z tego widać, nie wiadomo, co tu ma działać. Jaki lek, jeżeli nie magia? Nic dziwnego, iż specyfiki te przed dopuszczeniem ich do obrotu nie przechodzą badań wymaganych dla innych produktów leczniczych. Obowiązująca od dwóch lat w Polsce ustawa Prawo farmaceutyczne zmieniła definicję, wprowadzając termin "produkt leczniczy" zamiast dawnego "lek". Ta bezsensowna z pozoru zmiana pozwoliła na rozszerzenie prawa na te preparaty, które dotychczas nie mogły być traktowane jak leki.

Jednak nawet tak sformułowane prawo nie zezwala na obrót w punktach aptecznych, prowadzonych przeważnie przez techników farmaceutycznych, środkami psychotropowymi, lekami w ampułkach, lekami bardzo silnie działającymi oraz preparatami homeopatycznymi jednoskładnikowymi - czyli takimi o największej mocy (rozcieńczeniu). Można z tego wywnioskować, iż ustawodawca uznaje, że ze względu na stopień zagrożenia dla życia i zdrowia wymagają one szczególnego nadzoru.

Obecnie obserwujemy inwazję firm farmaceutycznych na rynek polski, w związku z czym ogromne pieniądze wydawane są na promocję tych homeopatycznych niby-leków. I choć są one sprzedawane w aptekach, nie figurują w Urzędowym wykazie produktów leczniczych dopuszczonych do obrotu na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Kryzys naszej służby zdrowia stwarza doskonałe warunki do promowania mody na homeopatię. Zwłaszcza że bez recepty dostępne są nie tylko specyfiki na grypę czy odchudzanie, ale też produkty na wszystkie możliwe dolegliwości wymagające wizyty u specjalisty. I tu, podobnie jak w przypadku leczenia energiami niewiadomego pochodzenia, zostają zniesione jedynie zewnętrzne objawy choroby lub zostaje ona przeniesiona na inny narząd. Pacjent, u którego ustąpiły objawy jednego schorzenia, chętnie sięga po kolejny preparat, nie zdając sobie sprawy ze swego postępującego uzależnienia. Obserwując osoby uzależnione od homeopatii, odnoszę wrażenie, że choroby w ich rodzinach nigdy się nie kończą.

Jednym z filarów w reklamie homeopatii jest podkreślany brak skutków ubocznych homeopatycznych specyfików. Jednak nie jest to cała prawda - one występują, tyle że są innej natury. U osób, które przez dłuższy czas zażywały środki homeopatyczne, pojawiają się mianowicie trudności w sferze duchowej. Ostatnie badania, które przeprowadził ks. prof. Nowosielski, wskazują, iż osoby zażywające preparaty homeopatyczne wykazują nieufność do Boga Ojca.

Egzorcyści potwierdzają, że w swojej praktyce spotkali się ze zniewoleniem, u którego źródeł była homeopatia. Wydaje się to niewiarygodne, ale czyż nie dzieje się tu podobnie jak w przypadku alkoholizmu, który rozpoczyna się od niewinnego piwa, albo narkomanii, biorącej początek od okazyjnego zapalenia "trawki"? Na podstawie obserwacji można z całą pewnością stwierdzić, że skuteczna czy nieskuteczna homeopatia zawsze niesie ze sobą problemy, takie jak oschłość duchowa, brak radości i pokoju, zaburzenia psychiczne, depresje, brak poczucia sensu życia, nieuzasadniony niepokój, zniechęcenie, opór przed modlitwą...

Niejednokrotnie prowadziłam dyskusje z osobami bardzo wierzącymi, które za nic nie chciały pozbyć się swoich fiolek z homeopatycznymi granulkami, jak gdyby to od nich właśnie zależało ich życie. Jeżeli jednak wiemy, że te leki szkodzą, to jest to wystarczający powód, aby je odrzucić. Jestem przekonana, że jeśli ze względu na Boga pozbędziemy się ich ze swojej apteczki, Bóg szczodrze nam wynagrodzi ten wybór.

Osobom wierzącym Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina ponadto: "Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim - nawet w celu zapewnienia mu zdrowia - są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności (tzn. są grzechem ciężkim)" (2117). Homeopatia jest po prostu niebezpieczna. Chce ona leczyć za pomocą substancji zdynamizowanych - to znaczy obciążonych ładunkiem okultystycznym. Pismo Święte nigdy nie wspomina o energii, ale wyraźnie mówi o mocy. Ta moc objawia się najpełniej w Eucharystii. To tam bije źródło, z którego mamy czerpać siły duchowe i fizyczne. I nie zapominajmy o sakramencie namaszczenia chorych, który ustanowił Chrystus, by przez posługę Kościoła chorzy z mocy Ducha Świętego zostali uzdrowieni, a cierpiący otrzymywali pokrzepienie.


Maria Suszczyńska
----------------------------------------------------
Świadectwo II 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Jestem lekarzem z wieloletnim stażem pracy i kilkoma specjalizacjami (w tym lekarz rodzinny) i chciałam podzielić się z Wami moim świadectwem dotyczącym stosowania leków homeopatycznych.

Dlaczego akurat teraz? Mija kolejna rocznica śmierci bliskiej mi osoby (stopień pokrewieństwa chcę zostawić dla siebie), za oknem raz mróz raz plucha i grypa zaczyna szaleć, a zapewne co drugi chory zdecyduje się poza fervexem i rutinoscorbinem na oscillococcinum – lek homeopatyczny firmy Boiron, który ma leczyć stany grypowe.

Dlatego też chcę podzielić się swoim doświadczeniem. Jako lekarz mam kilka specjalizacji, przeszłam wiele kursów, nasz zawód wymaga ciągłego doskonalenia, nie można stać w miejscu. Mam za sobą doświadczenia z homeopatią, przed którą stanowczo ostrzegam i proszę, nie stosujcie jej, jeśli chcecie być zdrowi na duszy i na ciele, i osiągnąć zbawienie wieczne. Niech moje świadectwo będzie dla was przykładem.

W dzień poprzedzający zdawanie egzaminu z homeopatii zdarzyło się u mnie w domu nieszczęście. Bliska mi osoba, dosyć już wiekowa, ponad 80 lat, idąc do łóżka potknęła się i złamała nogę. W szpitalu dołączyło się zapalenie płuc i zmarła. (póki co nie skojarzyłam związku faktów).
Pewien mój powinowaty, zresztą przystojny i czarujący mężczyzna popadł w nałóg alkoholowy i nie skutkowały żadne metody leczenia. Zaproponowałam mu leczenie homeopatyczne i przez jakiś czas brał odpowiednie leki. Wydawało się, że rzeczywiście skutkują, bo przestał pić. Potem przerwał leczenie, chyba uznał, że już nie jest potrzebne. Nie pamiętam, czy dziwne zdarzenie, które go dotknęło miało miejsce, gdy jeszcze brał leki homeopatyczne, czy później. W pewnym momencie usłyszał w swojej głowie głos… Ten głos przedstawił mu się, jako jego duch opiekuńczy, który wyprowadzi go z nałogu, o ile będzie całkowicie posłuszny poleceniom. Głos ostrzegł go też, że jeśli w którymś momencie się sprzeciwi, to wróci do nałogu i może się to bardzo źle skończyć. Potem faktycznie głos kierował nim dając rady i polecenia niby doskonałe. Kazał mu chodzić do kościoła, przystępować do sakramentów, pogodzić się z żoną itp. Aż tu ,,bęc”. Gdy ten mój powinowaty, za radą znajomego chirurga postanowił ubiegać się o rentę, (miał podstawy, chorował na kardiomiopatię), to ,,głos” zakazał mu tego. Powiedział, że ten lekarz to też pijak i absolutnie nie wolno go posłuchać i zabiegać o przyznanie renty. Znajomy tym razem nie posłuchał swojego ,,ducha” i złożył stosowne dokumenty z prośbą o przyznanie renty. Wtedy ,,poirytowany głos” niejako szarpnął się w jego głowie i oświadczył, że go opuszcza i pozostawia samego. Znajomy, co prawda rentę otrzymał, ale niebawem zakończył życie w dziwny sposób. Znaleziono go martwego na cmentarzu w nocy, a sekcja wykazała alkohol w jego organizmie. Po co poszedł sam po nocy na cmentarz? Bóg raczy wiedzieć. Do tego był pod wpływem alkoholu… Zemsta złego?

Jeszcze wtedy nie kojarzyłam faktów. Wiedziałam, że kościół negatywnie wypowiada się o homeopatycznym leczeniu, ale ja nie należę do osób, które wierzą we wszystko, co powie któryś ksiądz, gdyż księża też się często mylą. (Przykłady obecne? Choćby ks. bp Pieronek oświadczający publicznie, że kto wierzy w zamach w Smoleńsku jest śmieszny i żałosny albo ks. Boniecki ściskający się publicznie z Nergalem, księża tolerujący i popierający bluźnierczą ,,Golgotę Beskidów”.)Więc pomyślałam, że kościół potępia metodę, bo jej po prostu nie rozumie.

Sama zasada homeopatycznego leczenia wydawała mi się logiczna, przypominała trochę odczulanie. Przejrzałam na oczy, gdy wyczytałam
w internecie, że twórca metody leczniczej, zwanej homeopatią, był wysokim stopniem masonem. Teraz wszystko stało się jasne, szczególnie gdy skojarzyłam relacje Johna Todda (były członek Rady Trzynastu” Illuminati, który ujawnił, co się dzieje z płytami wokalno-muzycznymi, zanim trafią na rynek. Jakie rytuały są odprawiane nad tymi przedmiotami, aby każdej płycie towarzyszył demon, lub ich mnogość.Odnośnie skutków bioenergoterapii, też miałabym wiele do powiedzenia. Widziałam naocznie opętania i zgony. Ostrzegam. Zbyt wiele osób oddało życie, czy tylko doczesne? W przypadku homeopatii i bioenergoterapii mamy do czynienia z okultyzmem i złymi duchami, które zrobią wszystko, by posiąść najpierw nasze ciała a potem i dusze i to na wieczność.